„Ojciec nie odróżniał mamy od lodówki i odkurzacza. Wiedziałam, że ich małżeństwo wisi na włosku, więc musiałam działać”

„Wszystko, czego pragnął, mieściło się w gościnnym pokoju domu rodziców i sprowadzało się do kanapy, telewizora i żony donoszącej posiłki. Przy ojcu mój mąż wydawał się wulkanem energii i niezwykle czułym mężczyzną, który mimo upływu lat potrafił odróżnić żonę od lodówki”.

– Rozwodzicie się? Po czterdziestu pięciu latach małżeństwa?! Które z was wpadło na ten szalony pomysł? – nie wierzyłam własnym uszom w to, co przed chwilą powiedziała mama.

– Ja na to wpadłam, córeczko – spojrzała na mnie z wyrzutem.

Z trudem powstrzymałam się, żeby nie rzucić: „Chcesz rozwodu i szukasz wsparcia u kobiety, której kazałaś zostać przy mężu, bo w naszej rodzinie nie ma rozwodów?”

Zacisnęłam zęby i z całych sił postarałam się przyjąć otwartą postawę, jaką prezentowałam wobec moich pacjentów. Może mama chce po prostu ponarzekać sobie na tatę? – przebiegło mi przez głowę.

– Z jakiego powodu chcesz go zostawić? – zapytałam służbowym, ciepłym głosem.

– Wiesz, jaki jest twój ojciec… Apodyktyczny gbur, który zamiast zrobić coś ze swoim życiem i naszym związkiem, woli tkwić na kanapie. Dłużej nie zniosę jego docinków na temat mojego wyglądu i zachowania, jego oschłości, kpin, gdy zarówno próbuję mu się przypodobać, jak i zadbać o siebie. Wiesz, jak on nazywa uniwersytet trzeciego wieku, na który chodzę? Wiesz? Wylęgarnia dziw…. – rozpłakała się.

– Strasznie mi przykro…

Omiotłam pokój w poszukiwaniu chusteczek, ale znalazłam jedynie ozdobne serwetki, które mama przyjęła z wdzięcznością. W domu, w przeciwieństwie do gabinetu psychologicznego, nie potrafiłam nad niczym zapanować. Nawet chusteczki ginęły u nas w podejrzanych okolicznościach.

– Córeczko, dłużej tego nie wytrzymam. Wychowałam was najlepiej, jak umiałam. Pomagałam wychować wnuki, a teraz pora, żebym zajęła się sobą i wreszcie była szczęśliwa – wyznała po donośnym oczyszczeniu nosa i roztarciu na twarzy połowy makijażu. – Mam dość życia w cieniu tego drania!

Jako terapeuta par doskonale wiedziałam, że każda historia ma swoje drugie dno, więc i tutaj chodziło o coś więcej niż nagłe przebudzenie dojrzałej kobiety.

– Masz kogoś? – zapytałam wprost.

– No coś ty!

– Mamo, takie pomysły nie biorą się z powietrza. Obie jesteśmy dorosłe!

W odpowiedzi zaczęła szlochać jeszcze głośniej, co stanowiło jednoznaczne potwierdzenie moich domysłów. Oto w życiu mamy pojawił się jakiś starszy pan i naopowiadał jej bzdur, dla których gotowa była poświęcić małżeństwo, rodzinę i dobrą reputację.

O nie, drogi panie! Nic z tego!

„W tej rodzinie nie ma rozwodów!” – przypominałam sobie jej kategoryczny ton i świst dartego pozwu rozwodowego, który przyniosłam jej, szukając wsparcia dla mojej decyzji. „Samotność w związku? Co za bzdury? Związek to nie romans, waszym zadaniem jest wychować dzieci, zabezpieczyć ich przyszłość, a dopiero potem myśleć o sobie. Kryzysy zdarzają się częściej, niż myślisz, więc nie dramatyzuj…”

– Czy tata domyśla się czegokolwiek?

– Nie, do ciebie pierwszej przyszłam z tą sprawą. Jesteś doskonałą specjalistką, w dodatku sama kiedyś…

– Już dobrze, mamo, postąpiłaś słusznie, dziękuję za zaufanie – uśmiechnęłam się ciepło i otoczyłam ją ramieniem.

Wychodziła przekonana, że stoję po jej stronie, oznaczało to, że osiągnęłam wszystko, co sobie zaplanowałam i co najważniejsze – zdobyłam jej zaufanie. Wiedziałam, że prosto ode mnie pojedzie do domu, żeby się odświeżyć, a potem na jakiś wykład, więc odczekałam godzinę i zadzwoniłam do taty.

„Musimy porozmawiać”. Umówiliśmy się w kawiarence w klubie szachowym, do którego kiedyś należał. Wiedziałam, że rozmowa z emerytowanym wojskowym na temat uczuć nie ma najmniejszego sensu, ale klub szachowy kojarzył mu się z czasami, kiedy cieszył się powodzeniem nie tylko sportowym, ale i zawodowym. Dobrze pamiętałam panią, o którą mama suszyła mu kołki na głowie.

– Co się stało, że znalazłaś dla mnie czas?  Pewnie chcesz pieniędzy? Bo chyba nie rady? To ty jesteś od udzielania rad życiowym nieudacznikom – zakpił.

Zrobiło mi się żal mamy. Wykorzystałam chwilę, gdy zadowolony ze swojego komentarza zamówił herbatę i kanapkę z szynką, i przystąpiłam do ataku.

– Zawsze imponowałeś mi, jako mężczyzna – z podziwem spojrzałam na kurzący się na półce puchar zdobyty przez zespół ojca. – Wszystkie dzieci zazdrościły mi ojca żołnierza. Niejeden mój chłopak drżał na myśl o spotkaniu z tobą…

Tata wciągnął brzuch i wyprostował się.

– Czasami zastanawiam się, gdzie podział się tamten facet? Dlaczego odpuściłeś?

Przybrałam zatroskaną minę. Skonsternowany odłożył kanapkę i wbił wzrok w blat. Przez chwilę myślał nad czymś intensywnie, po czym oznajmił:

– Przecież nie zostanę działkowcem!

Propozycję, żeby uczył w klubie młodych szachistów, zlekceważył. Ojciec nie chciał się zmieniać, nie zamierzał nikomu imponować, ani tym bardziej nikomu poświęcać czasu, bo swoje w życiu już osiągnął.

Wszystko, czego pragnął, mieściło się w gościnnym pokoju domu rodziców i sprowadzało się do kanapy, telewizora i żony donoszącej posiłki. Patrząc, jak człapie do domu, po raz pierwszy pomyślałam, że być może mama miała rację, odwodząc mnie od pomysłu rozwodu.

Przy ojcu mój mąż wydawał się wulkanem energii i niezwykle czułym mężczyzną, który mimo upływu lat potrafił odróżnić żonę od lodówki.

W ciągu następnych kilku tygodni, pod pretekstem podtrzymywania mamy na duchu, stałam się częstym gościem w domu rodziców. Niby przypadkiem podrzuciłam ojcu „Playboya” z artykułem o namiętności po sześćdziesiątce, zmieniłam zaprogramowane w pilocie od telewizora stacje na takie, które miały w ofercie programy o nieco bardziej frywolnym charakterze.

Wyszłam z założenia, że jeśli nie da się skruszyć serca mężczyzny, to trzeba przemówić mu do rozumu. A raczej do tej części ciała, gdzie mieści się męski rozum – miałam oczywiście na myśli dolne partie. Liczyłam na to, że pobudzony, będzie musiał dać upust swoim emocjom i zwróci uwagę na mamę.

Jednak ojciec pozostawał niewzruszony. Musiałam, więc sięgnąć po ostateczne rozwiązanie i… tabletki na potencję. Kupiłam kilka opakowań, nie wiedząc od czego zacząć. Pierwszą minimalną dawkę wrzuciłam tacie do herbaty, po czym czym prędzej uciekłam z domu rodziców.
Następnego dnia zadzwoniłam do mamy, ale nie miała mi nic więcej do powiedzenia ponad typowe użalanie się nad sobą.

– A tata wczoraj zachowywał się normalnie? – nie wytrzymałam.

– Tak. Jak zwykle zasnął przed telewizorem. Nawet zębów nie umył.

Kilka dni później zaserwowałam mu półtorej tabletki. Podobno częściej chodził do łazienki, za to mama zaczęła się dopytywać, czemu tak interesuję się zdrowiem ojca.

– Narzekał na kłucie w klatce piersiowej, ale wiesz… Tobie się nie przyzna.

– Przecież on ma serce jak dzwon, w dodatku nieczułe – rzuciła swoim zwyczajem.

Niezrażona, postanowiłam kontynuować eksperyment, nie zwiększając już dawki. Po dwóch tygodniach zaczęłam poważnie zastanawiać się, co jest grane. Czyżby ojciec rzeczywiście był aż tak nieczuły na wdzięki mamy?

Nie myliłam się. Tata wskoczył do małżeńskiego łóżka niczym źrebak, zdarł z mamy koszulę nocną i… padł obok niej. Myślcie sobie, co chcecie, ale nie było mi do śmiechu, gdy usłyszałam, że ojciec miał zawał..

– Wiedziałaś, że faszeruje się tabletkami na potencję? To stąd brała się jego oziębłość! Sądziłam, że traktuje mnie jak powietrze, bo nic dla mnie nie czuje, a on w ten sposób ukrywał swoje problemy z erekcją! Czemu nic z tym nie zrobiłam, przecież mówiłaś mi, że skarżył się na serce? Gdybym tylko pomyślała, bardziej o niego zadbała… – szlochała mama.

Zrobiło mi się żal mamy, a przede wszystkim gryzły mnie wyrzuty sumienia. Co gorsza, nie miałam komu powiedzieć o swojej zbrodni. Mama nigdy by mi tego nie wybaczyła… A chciałam tylko im pomóc. Widać, piekło usłane jest dobrymi intencjami.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->