„Żona nie wytrzymała kolejnej zdrady, a zawsze wiedziała o moich kochankach. Zostawiła mnie po 40 latach małżeństwa”

„Nie odchodzi się z domu i nie rzuca męża bez jednego słowa po prawie 40 latach małżeństwa, nawet gdyby był, nie wiem jakim draniem. Tak się nie robi – i już. Owszem, moja ostatnia zdrada była niewybaczalna, a ty mnie uprzedzałaś, co zrobisz, jak się dowiesz o kolejnej babie. Uprzedzałaś i straszyłaś już tyle razy, że przestałem na to zwracać uwagę”.

Droga żono…

Mówi się, że wina zawsze leży pośrodku. Nie wiem, czy zawsze, ale tym razem tak jest. Może to przeczytasz, może nie… Mimo wszystko mam nadzieję, że w końcu się zaciekawisz, co ci mam do powiedzenia, i nie wyrzucisz tego listu.

Halinko, chcę ci powiedzieć, że nie odchodzi się z domu i nie rzuca męża bez jednego słowa po prawie 40 latach małżeństwa, nawet gdyby był, nie wiem jakim draniem. Tak się nie robi – i już.
A ja przecież draniem nie byłem. Sama musisz to przyznać, jeśli chcesz być szczera i uczciwa. Chodzi mi tylko o to, żebyś zrobiła bilans tych naszych wspólnych lat i oceniła, które z nas bardziej zawiniło…

Owszem, moja ostatnia zdrada była niewybaczalna, a ty mnie uprzedzałaś, co zrobisz, jak się dowiesz o kolejnej babie. Ale uprzedzałaś i straszyłaś już tyle razy, że przestałem na to zwracać uwagę. Od dnia ślubu cię zdradzałem, a ty o tym doskonale wiedziałaś. Mało tego. Zdradzałem cię i przed ślubem, na przykład na każdych naszych wspólnych wakacjach robiłem skok w bok, a potem wracałem, a ty mi wybaczałaś. To skąd niby miałem wiedzieć, że tym razem tak się wściekniesz?!

Zresztą sama wiesz, jak było. Mam apetyt na kobiety, nigdy tego nie ukrywałem. Ty masz raczej chłodny temperament i łóżko kojarzy ci się głównie ze spaniem. Nic dziwnego; jak się tak cały dzień nabiegasz, nasprzątasz, nagotujesz to wieczorem padasz na nos. A mnie nie zależy i nigdy nie zależało na tym, żeby w domu był błysk. Tyle razy ci tłumaczyłem, że wolę uśmiechniętą, miłą kobietkę niż zmordowaną sprzątaczkę, w dodatku ciągle w fartuchu albo rozwleczonym dresie. Ale Ty nie słuchałaś, tylko wiecznie latałaś ze ścierką i mopem… To było nie do wytrzymania.

Ja jestem towarzyski, też o tym wiedziałaś. Zawsze było przy mnie pełno ludzi. Nie cierpię samotności i kiszenia się we własnym sosie. Ty nigdy nie chciałaś nigdzie chodzić, a jak już poszłaś, to siedziałaś z nosem na kwintę i wyglądałaś jak obrażona na cały świat.

Mówiłaś, że źle się czujesz wśród innych kobiet, i miałaś rację, bo one były eleganckie, miały zadbane włosy, pomalowane paznokcie i ładne sukienki. A ty? Zawsze jakbyś dopiero co odeszła od kuchni. Tłumaczyłem ci, że jesteś od nich dziesięć razy ładniejsza, tylko trochę za bardzo się zaniedbałaś. Zamiast coś z tym zrobić, natychmiast wpadałaś w złość i się obrażałaś na parę dni.

Mówiłem, że i tak mi się podobasz, tylko mogłabyś się czasem uśmiechnąć, zażartować, pojechać ze mną na wycieczkę albo chociaż pooglądać mecz w telewizji. A Ty co?
– Ścisz, po co to tak wyje? Głowa mnie boli od tego wrzasku – mówiłaś, więc wolałem iść do jakiegoś kolegi albo do pubu i tam się poczuć jak prawdziwy kibic.To takie niezwykłe?Strefa okazji i inspiracji:

Kupiłem Ci karnet na siłownię. Obraziłaś się. Niby dlaczego, pytam? Inne babki chodzą i są zadowolone, tylko ty wolisz narzekać, że znowu wszystko za ciasne, ale nie zrobisz nic, żeby schudnąć. Tyle razy prosiłem, żebyśmy poszli kupić ci coś nowego do ubrania, jednak ty zawsze twierdziłaś, że nienawidzisz się oglądać w lustrach, bo każde cię pogrubia… Miałem cię zanieś na rękach, zmusić cię? Przecież nie jesteś dzieckiem…

Ty uważasz, że byłoby dobrze, gdybyśmy całe wieczory siedzieli sami w domu i oglądali jakieś seriale. Ja bym się zanudził. I tak, odkąd nasza córka wyjechała za granicę, dom jest pusty i cichy jak grobowiec. Właśnie tak się w nim czasami czuję… Dlatego uciekam.

Te kobiety nic dla mnie nie znaczą. One też chcą się trochę zabawić, bo są samotne albo nieszczęśliwe ze swoimi mężami. Dajemy sobie nawzajem odrobinę radości i zapomnienia, ale to nie jest nic poważnego. Żadne z nas nie chce rujnować swoich związków, możesz być tego pewna. Ja również nie chcę. Nigdy nie zamierzałem od ciebie odejść do innej. Masz swoje wady, ale i ja nie jestem święty, a poza tym byłem pewny, że ty o wszystkim wiesz i tolerujesz moje skoki w bok, bo nieraz mówiłaś, że jestem jak kundel, który lata po przygodę na czwartą wieś. Więc do głowy mi nawet nie przyszło, że nagle się spakujesz i odejdziesz z jedną walizką.

To jest dla mnie ogromny szok. Nie mogę uwierzyć, że się na to zdobyłaś. Szkoda tylko, że nie zrobiłaś tego 40 lat wcześniej; może wtedy takie postępowanie by mnie zmieniło? Może bym nie brnął w to wszystko dalej, licząc na twoją wyrozumiałość?

Jesteś u naszej córki. Wiem, bo do mnie napisała, że nie chcesz wrócić i masz zamiar wystąpić o rozwód. Podobno się ostatecznie zdecydowałaś i nic tego nie zmieni. Podobno moje listy drzesz albo palisz bez czytania. Jeśli i z tym tak zrobisz, trudno. Nie będę więcej prosił i przepraszał, bo oboje jesteśmy winni tego, co się stało. Dam ci rozwód, jeśli o niego wystąpisz. Możesz wziąć wszystko, co chcesz… Ja walczyć nie mam ochoty.

Więcej do ciebie nie napiszę, więc wszystko jest teraz w twoich rękach. Chciałbym, żebyś wróciła, ale chciałbym także, żebyś wszystko sobie przemyślała, bo jak zaczynać od początku, to bez starych błędów. Moich i twoich…

Czekam na decyzję. Wciąż jeszcze twój mąż.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->