„Kochanka męża była dla mnie okropna, ale gdy ten zostawił ją w ciąży, pomogłam. Jechałyśmy na tym samym wózku”

„Miałam dziwne uczucie w okolicach żołądka. Takie ściskająco-niepokojące. Kusiło mnie, by do niej zadzwonić. Była dla mnie wredna, ale… została sama, w ciąży, z dzieckiem, które będzie bratem mojego syna. Jakkolwiek by patrzeć, to rodzina…”.

Nie jest łatwo ze świadomością, że zostało się wymienioną na nowszy model. Na młodszy, ładniejszy i bezdzietny. No tak. Ja pracowałam na pełen etat, a po pracy biegłam do przedszkola, potem do domu, po drodze robiłam zakupy na kolację, żeby mój drogi mąż, wracający po nadgodzinach, mógł zjeść coś ciepłego i domowego. Wieczorem, kiedy Kacperek raczył wreszcie usnąć, padałam na twarz.

Nie dziwota, że umizgi męża nie budziły we mnie entuzjazmu, lecz sprzeciw. Prosiłam, by pomógł w domu, żebym miała chwilę oddechu i czasu dla siebie, głównie, by odpocząć, odespać, nabrać tej cholernej ochoty na seks… Ale nie. To podobno był mój „psi” obowiązek, z którego się nie wywiązywałam. Dlatego mnie zostawił. Bo rzekomo nie spełniałam jego oczekiwań. Śmiechu warte. A on moje spełniał, nie pomagając w domu dosłownie w niczym?

I to on miał dość. Któregoś dnia po kolacji oznajmił, że zakochał się w koleżance z pracy. Dokumenty rozwodowe już złożył w sądzie, po czym wyraził nadzieję, że nie będę histeryzować z tego powodu. Oczywiście, on rozwalał nasze życie, naszą rodzinę, a ja miałam potulnie skinąć głową i może jeszcze wziąć winę na siebie? O nie, mój drogi, pomyślałam. Żywcem mnie nie weźmiesz.

Wywalczyłam w sądzie jego winę i porządne alimenty na Kacpra. Mój eksmąż był przedstawicielem handlowym, zarabiał bardzo dobrze, te kilkaset złotych miesięcznie to był dla niego pryszcz, ale nawet tak skromną kasę przelewał nieregularnie i z dużym opóźnieniem. Nie, żeby nie miał. Gdyby coś mu wypadło, zachorował, stracił pracę, zrozumiałabym, jakoś byśmy się dogadali, choć przecież ja mimo wszystko musiałam dać dziecku jeść i opłacić rachunki.

Ale on to robił, by mnie upokorzyć, żebym dzwoniła do niego, pytała o przelew i prosiła o pieniądze. Żeby nadal mógł czuć, że od niego zależę. W końcu, po prawie roku takiej szarpaniny, złożyłam dokumenty u komornika i teraz alimenty przelewał mi jego pracodawca. Przynajmniej były na czas, a ja mogłam spokojnie zaplanować płatności rachunków.

Kocha ją? Mnie też kochał…

Za to zaczęłam odbierać telefony od panny mojego byłego.

– Wiesz co, znajdź sobie jakiegoś faceta, niech cię bzyknie, bo jesteś nieznośna – usłyszałam za pierwszym razem od Weroniki. Aż mnie na chwilę zatkało. – Dałabyś mu spokój, wiesz.

– Bardzo chętnie – odparłam – ale… wiesz, tak się składa, że mamy razem dziecko. A on wobec tego dziecka ma pewne obowiązki. Oto cienie związku faceta z przeszłością. Przypomnij mu z łaski swojej, że nie widział Kacpra od miesiąca. To też jeden z jego obowiązków.

Byłam wściekła, upokorzona, a telefony się powtarzały. Wśród naszych wspólnych znajomych zaczęły krążyć plotki o tym, jak bardzo męczę byłego męża, jaka wredna się stałam po rozwodzie. Najpierw zagryzałam zęby i ignorowałam te niesprawiedliwe opinie, potem się odcinałam, wreszcie olałam sprawę. Szkoda mi było nerwów na to, by tłumaczyć się, że nie jestem wielbłądem.

Jednego nie rozumiałam i zapytałam o to Weronikę, gdy przyszłam po młodego.

– Ślepa nie jesteś. Widzisz, jak on traktuje mnie i naszego syna. Niby jestem dla ciebie obcą babą, a jego dziecko cię denerwuje, bo wyciągam na niego kasę od twojego misiaczka i zmuszam go do zabierania małego na spacery, w weekendy i wakacje. Niby racja… ale krótkowzroczna. Naprawdę się nie boisz, że Damian może cię potraktować w ten sam sposób?

– On mnie kocha! – oburzyła się.

– Mnie też kochał. Przez 9 lat – westchnęłam.

Dziewczyna nie wiedziała, co powiedzieć. Może w jej głowie zaczęło kiełkować jakieś ziarno krytycznego myślenia? Miłość jest ślepa, ale już bez przesady.

A jednak kiedy mój syn poszedł do szkoły i wniosłam o podwyższenie alimentów, Weronika zaczęła obrzucać mnie błotem. Może nie dosłownie, ale razem z moim byłym robili mi taką gębę, że nawet moja matka zadzwoniła do mnie oburzona, że męczę tatusia Kacperka, zamiast dać mu żyć.

– Jak długo jeszcze będziesz karać go za ten rozwód? – pytała, nie rozumiejąc, że przecież alimenty to żadna kara za rozwód, to po prostu pieniądze na utrzymanie dziecka.

Kacper rósł, wyrastał z ubrań, jadł coraz więcej, żywność drożała, zaczął też chodzić na angielski i piłkę nożną. To wszystko kosztowało, a mnie zaczynało brakować pensji na konieczne wydatki. To ja mieszkałam z dzieckiem i nie mogłam brać nadgodzin, bo musiałam być w domu, odbierać Kacperka ze świetlicy, pomagać w lekcjach, zabierać na zajęcia dodatkowe… Tak trudno to zrozumieć?

Przełknęłam dumę, zadzwoniłam

I nagle nowina jak grom z jasnego nieba. Weronika jest w ciąży. Nikt się tego nie spodziewał. Ani ja, ani tym bardziej oni sami. Takie dziecko-niespodzianka. Bywa, samo życie. Mój synek będzie starszym bratem. Zaczęłam go powoli przygotowywać do tej roli, tłumacząc, że tata będzie miał dziecko z Weroniką.

Kolejna wieść zszokowała mnie jeszcze bardziej, choć w zasadzie nie powinna. Mój były mąż stał się też byłym dla Weroniki. Nie powiedział mi tego osobiście, newsa przekazał mi mój niespełna ośmioletni syn.

– A wiesz, tata już nie mieszka z ciocią Weroniką – powiedział któregoś wieczoru, gdy wrócił od ojca.

O dziwo, cień satysfakcji czułam tylko chwilę, potem zaczęłam się zastanawiać. Rozstali się? Akurat teraz, gdy zaszła w ciążę? Podejrzane. Weronika wyprowadziła się od niego? A może ją wyrzucił? Miałam dziwne uczucie w okolicach żołądka. Takie ściskająco-niepokojące. Kusiło mnie, by do niej zadzwonić. Była dla mnie wredna, ale… została sama, w ciąży, z dzieckiem, które będzie bratem mojego syna. Jakkolwiek by patrzeć, to rodzina

Przełknęłam dumę oraz urazę i chwyciłam za telefon.

– Przepraszam, że niepokoję cię wieczorem, ale Kacper powiedział mi, że rozstaliście się z…

– Miałaś rację! – przerwała mi Weronika, becząc. – On… on powiedział, że nie chce dziecka, że mam je usunąć albo się wynosić… Ostrzegałaś mnie, a ja byłam głupia – powiedziała. – Potraktował mnie… i nasze dziecko… tak, jak was. Jestem taka wściekła. Rozumiesz, prawda?

– Rozumiem doskonale – mruknęłam.

– Bardzo cię przepraszam… tak mi wstyd… To, co mówiłam, jak się zachowywałam, to było podłe, wstrętne, głupie… Ja też byłam głupia i zakochana, a on mówił, że ty, że wy…

– Wyobrażam sobie, co mówił. Ale było, minęło, a ty się nie denerwuj, bo to szkodzi tobie i dziecku. Nie myśl za wiele o tym pacanie.

Musimy się wspierać

Kiedyś może czekałam na te przeprosiny, życząc Weronice, by życie dało jej nauczkę, ale teraz było mi dziewczyny cholernie szkoda. Ten dziad, ten drań zostawił ją w jeszcze gorszej sytuacji niż mnie. Kacper miał już osiem lat, a ja ogarniałam wszystko sama, bez żadnej pomocy ze strony Damiana, właściwie od początku naszego związku, więc po rozstaniu… cóż,  pozbyłam się pasożyta z domu.

Ona jednak musiała być przerażona, postawiona z dnia na dzień przed niełatwymi wyzwaniami, które czekały ją jako samotną matkę. Zwaliło się na nią wszystko naraz, bez ostrzeżenia: ciąża i rozstanie, rodzicielstwo w pojedynkę, utrata miłości, złudzeń, uświadomienie sobie, że ukochany mężczyzna to gnojek, utrata dotychczasowego domu… W krótkim czasie musiała temu sprostać sama.

– Weronika, posłuchaj, niezależnie od wszystkiego, to dziecko jest bratem mojego syna. Jesteśmy rodziną. Porąbaną, ale rodziną! – roześmiałam się do słuchawki, chcąc podnieść ją trochę na duchu. – Czeka cię wiele trudnych chwil, ale też mnóstwo wspaniałych. I jeśli będziesz mnie potrzebować, możesz na mnie liczyć.

– Nie rozumiem cię… – szepnęła po chwili ciszy. – Po tym, co ci zrobiłam, ty chcesz mi pomóc?

– Solidarność jajników – odparłam.

– Obydwie będziemy samotnymi matkami przez tego samego faceta. Obie nas wyrolował, jeśli my sobie nie pomożemy, to kto nam pomoże?

Więc się wspierałyśmy. Weronika zeznawała na moją korzyść podczas sprawy o podwyżkę alimentów, ja pomogłam Werce wystarać się o alimenty na jej dziecko. Nasz były facet nie zniknie z życia swoich dzieci, ot tak, niech się nie łudzi. Jeśli nie chciał się z nimi kontaktować, jego strata – nie dowie się, ile radości, wzruszeń i cudownych buziaków go omijało. Nie chciał lub nie umiał tworzyć więzi z własnymi dziećmi? Przykre, kiedyś odbije mu się to czkawką, jego wybór. Płacić jednak musi.

Weronika mieszka niedaleko mnie, w wynajętej kawalerce. Nasze dzieci mają regularny kontakt i bardzo się lubią. Wiedzą, że są braćmi, choć obaj nie mają kontaktu z tatą. Ale mają siebie nawzajem, rosną razem i to nas cieszy. A my… Staramy się ułożyć sobie życie na nowo, poskładać je z kawałków w ładną całość. Bez Damiana, który okazał się nieodpowiedzialny i okrutny dla nas obu.

Weronika niedawno kogoś poznała. Trzymam za nią kciuki. Jest młoda, zasługuje na miłość, która będzie ją ogrzewać od środka. Ja nauczyłam się, że warto wybaczyć i wyciągnąć rękę. Dzięki temu zamiast wroga mam przyjaciółkę, z którą mogę razem płakać, śmiać się, plotkować, wygłupiać. Solidarność jajników się sprawdza. Kobiety są słabszą płcią, ale razem są nie do pokonania.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->