Dopóki trwał remont, mąż niemal nosił mnie na rękach, ale kiedy było już po wszystkim, jakoś nagle zmienił swoje nastawienie

Rodzice mojego męża kupili mu mieszkanie jeszcze przed naszym ślubem. Jednak w ogóle nie było wykończone. A tuż przed ślubem wróciłam z zagranicy, gdzie przez kilka lat pracowałam. Właśnie tam poznałam swojego przyszłego męża. Andrzej też wyjechał zarobkowo, ale kiedy wróciliśmy do Polski, żeby wyprawić wesele, on nie miał żadnych oszczędności. Dlatego to ja całkowicie opłaciłam nasz ślub. Ja miałam pieniądze.

Kiedy zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie będziemy mieszkać, zdecydowaliśmy, że również to ja przeprowadzę remont w mieszkaniu, które mąż dostał w prezencie od rodziców. Nie żałowałam na to pieniędzy, bo planowałam w nim mieszkać razem z Andrzejem i wychowywać tam nasze przyszłe dzieci.

Naprawdę nie oszczędzałam: tylko najlepsze materiały, meble najwyższej jakości. Krótko mówiąc, musiałam wydać wszystkie swoje oszczędności, żeby mieszkanie było nie gorsze niż u innych. Dopóki trwał remont, mąż niemal nosił mnie na rękach, ale kiedy było już po wszystkim, jakoś nagle zmienił swoje nastawienie.

„Źle gotujesz,” – powiedział mi Andrzej, gdy tylko wprowadziliśmy się do odnowionego mieszkania. To znaczy, jak mieszkaliśmy w wynajmowanym mieszkaniu przez kilka miesięcy (za które też to ja płaciłam czynsz), wszystko było w porządku i chwalił moje dania, ale kiedy zaczęliśmy mieszkać w jego mieszkaniu, zaczęły się narzekania. I dotyczyły one nie tylko jedzenia, ale także tego, jak sprzątam.

W końcu Andrzejowi przestała się podobać moja fryzura, figura i styl ubierania. Zaczął krytykować dosłownie wszystko, co mówię lub robię. Zrobił się jakiś dziwny.

Pewnego razu, kiedy przypadkowo zajrzałam do telefonu mojego męża, zobaczyłam, że rozmawia z inną kobietą na dość osobiste tematy.

Kiedy zapytałam Andrzeja, co to ma znaczyć, od razu się przyznał, że ma romans na boku. Powiedział jeszcze, że ta kobieta jest znacznie lepsza ode mnie, i że daleko mi do niej.

„Składam pozew o rozwód,” — powiedział Andrzej.

– Bardzo proszę, – powiedziałam, żeby nie pokazać, jak bardzo mnie to dotknęło. – Ale zwrócisz mi pieniądze za wesele i remont.

– Nic ci nie zwrócę, – Andrzej się wyprostował. – Masz jakiś dokument na to, że dałaś mi jakieś pieniądze? Nie. Dlatego nic ci nie jestem winien.

I rzeczywiście, nie mam żadnego dowodu, więc nie będę w stanie odzyskać moich pieniędzy. Szkoda, ale nic nie da się z tym zrobić.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->