Wracając do domu, zobaczyłem dziewczynę leżącą w śniegu na chodniku. Kiedy się zbliżyłem, natychmiast złapała mnie za nogę i krzyknęła

Tamtej zimy wracałem do domu po wyczerpującym dniu w szpitalu. Pracuję jako ratownik medyczny. To był intensywny dzień, a moje oczy były ciężkie od zmęczenia. Mieszkam w Warszawie, choć pochodzę z małej wioski na Lubelszczyźnie. Moja droga do mieszkania była jak zawsze spokojna. Z nieba padał gęsty śnieg. Niespodziewanie zauważyłem młodą kobietę leżącą na chodniku. Leżała bez ruchu w śniegu. Natychmiast ruszyłem w jej kierunku. Gdy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że była niewłaściwie ubrana na taką pogodę – lekka kurtka, bez rękawiczek i czapki, przy takich warunkach łatwo o wyziębienie. Gdy się zbliżyłem, niespodziewanie chwyciła mnie za nogę i krzyknęła. Serce skoczyło mi ze strachu. Jako ratownik widziałem wiele dziwnych sytuacji, ale to było coś nowego.

– Ratuj! Proszę, pomóż mi – wrzasnęła kobieta, a potem zaczęła rozpaczliwie płakać. Po chwili zszokowania, zacząłem działać. Miała wiele siniaków na szyi i twarzy. Byłem pewien, że ktoś ją napadł, bo skąd by się wzięły? Kobieta nie mogła przestać płakać. Zadzwoniłem na policję i po karetkę. Niedługo potem została przewieziona do szpitala.

Po tej nocy nie mogłem spać. Jak mogła znaleźć się na tej pustej drodze z takimi obrażeniami? Następnego dnia wykorzystałem parę znajomości i dowiedziałem się, gdzie ją zabrali. Pojechałem do niej i wtedy opowiedziała mi, co jej się przytrafiło.

Miała męża, wszystko było dobrze, dopóki nie zaszła w trzecią ciążę. Mąż wpadł we wściekłość, krzyczał, że już dość ma ludzi do wykarmienia i kolejny człowiek nie jest mu potrzebny. Ta biedna kobieta milczała, starała się nie wchodzić mu w drogę, myślała, że z czasem mu przejdzie. I tak przez ponad dwa tygodnie znosiła awantury, przemoc i upokorzenia. Dopiero jak zagroził jej śmiercią, wybiegła z domu. Zostawiła dwójkę swoich synków, ale nie mogła dłużej już zostać – bała się o swoje jeszcze nienarodzone dziecko. Uciekła w nocy, przerażona i bezsilna – nie miała gdzie się podziać, w końcu potknęła się i nie była w stanie sama wstać.

Ciężko było mi tego słuchać. W mojej pracy często obserwuję jak ludzie walczą o życie, bo to przecież najcenniejszy dar. Dlatego, kiedy słyszę o takich osobach jak mąż tej kobiety… Postanowiłem jej pomóc. Policja już zabrała dzieci od ojca, poprosiłem też o pomoc prawnika. Nie wiem na ile ta kobieta przyjmie moją pomoc, ale chcę zrobić wszystko, by nigdy już nie wróciła do piekła, które przeżyła.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->