Zawsze wstydziłam się moich rodziców, ale kiedy przyprowadziłam narzeczonego, żeby ich poznał, wszystko zmieniło się w mgnieniu oka

Moi rodzice mieli po czterdzieści lat, kiedy przyszłam na świat. Przyjaciele rodziców zaprosili ich do siebie na imieniny, ale mama tego dnia nie czuła się za dobrze i nigdzie nie poszli. Początkowo myślała, że ma problemy żołądkowe i za chwilę jej przejdzie, ale to nie skończyło się za szybko i parę dni leżała w łóżku. W końcu tata namówił ją na wizytę u lekarza. Specjalista zbadał ją i zapytał, kiedy mama ostatni raz miała miesiączkę, a kiedy otrzymał odpowiedź, doradził jej, by udała się do do ginekologa.

Następnego ranka poszli do przychodni. Ojciec czekał na korytarzu, a gdy mama wyszła z gabinetu lekarskiego zobaczył ją zupełnie bladą. Zaczęła płakać i pokazała ojcu jakieś papiery. Kiedy ojciec wziął je do ręki, od razu pomyślał, że usłyszała jakąś złą diagnozę, ale mama szybko wykrzyczała przez łzy:

– Konrad, spodziewam się dziecka!

Nie wierzył własnym uszom. Przytulili ją do siebie i oboje płakali z radości. 

W szpitalu położniczym mama była najstarsza, ale mimo tego podczas porodu nie było żadnych komplikacji, a dziecko – czyli ja – też było zdrowe. W młodym wieku nie zauważyłam żadnej różnicy między moją mamą a mamami moich równieśników. Po raz pierwszy zwróciłam na to uwagę wtedy, kiedy chłopiec z przedszkola powiedział mi, że moja mama jest stara i pewnie niedługo umrze. W odpowiedzi uderzyłam go plastikowym wałkiem, którym akurat wtedy się bawiłam. Jego matka bardzo długo się o to awanturowała i przy okazji obrażała moich rodziców.

– Nie mają co robić, to na emeryturze zrobili sobie córkę. Zobaczysz jeszcze, jak Ci będą dogadywać!

Faktycznie, w szkole koleżanki z klasy niejednokrotnie krzyczały w moim kierunku:

– Kaśka, Twoja babcia na Ciebie czeka!

Ja wychodziłam z klasy ze zmarszczonymi brwiami ze złości i mówiłam w stronę mamy:

– Mamo, jestem już dorosła, po co po mnie przychodzisz?

– Córko, na zewnątrz jest już ciemno i niebezpiecznie by było, gdybyś sama wracała do domu. Wiesz przecież, co się dzieje na świecie, lepiej być ostrożnym.

W szkole uczyłam się doskonale, bo nie chciałam, żeby nauczyciele wzywali rodziców do szkoły. Bardzo ich kochałam, bo uważałam ich za świetnych rodziców, którzy naprawdę o mnie dbali, ale po prostu chciałam, żeby byli młodzi i nowocześni jak rodzice moich kolegów i koleżanek z klasy. Mama wolała kupować książki zamiast ubrań, a tata jeździł starym polonezem i bez końca reperował tego rzęcha. Dorosłam, dostałam się na studia medyczne i uczyłam się na nich tak dobrze, jak w szkole. Byłam na specjalizacji stomatologicznej.

Na ostatnich latach studiów podjęłam praktykę w szpitalu. Pewnego dnia do gabinetu przyszedł młody człowiek, któremu ułamał się ząb. Zawstydziłam się, kiedy go zobaczyłam – był niesamowicie przystojny i przyciągał mnie swoim urokiem. W gabinecie wraz z głównym dentystą rozwiązałam jego problem, a po dniu swojej pracy spotkałam go przed wejściem do szpitala. Czekał na mnie z bukietem kwiatów. Byłam zdezorientowana, ale podobał mi się. W drodze do mojego domu rozmawialiśmy, a niebawem po tym spotkaniu zaczęliśmy się spotykać. Później oświadczył mi się i przedstawił swoim rodzicom, którzy okazali się naprawdę miłymi ludźmi. W końcu nadeszła moja kolej, by przedstawić go swoim rodzicom. W niedzielę Wojtek kupił pudełko czekoladek, wino oraz bukiet róż i razem poszliśmy do moich rodziców. Powitali go naprawdę radośnie. Wojtek rozmawiał z rodzicami do późnych godzin wieczornych i nawet nie zauważyli, kiedy nadszedł wieczór. Ja z kolei przez całą noc nie mogłam zasnąć przez pytania, które mi się pojawiły w głowie: Czy moi rodzice go polubili? A on ich?

Następnego dnia poszłam do pracy i dopiero wieczorem miałam spotkać się z Wojtkiem. Na spotkaniu czekałam tylko na to, co powie o poprzednim wieczorze:

– Kasiu, jaki cudowny był wczorajszy wieczór! Jaką masz piękną matkę, zresztą sama jesteś do niej podobna! A Twój ojciec jest bardzo mądrym człowiekiem. Powinnaś być dumna, że masz takich rodziców. Pozdrów ich od swojego przyszłego zięcia!

Wróciłam do domu, w którym matka czytała książkę, a ojciec oglądał telewizję.

– Mamo, tato, proszę, wybaczcie mi! Bardzo Was kocham.

– Co Ci jest córeczko? – przytuliła mnie matka – coś Ci dolega?

A ja płakałam. Oczywiście, potem swoje zachowanie tłumaczyłam zdenerwowaniem i zmęczeniem spowodowanym przygotowaniami do ślubu. Jednak prawda jest taka, że to była dla mnie życiowa lekcja. Bez względu na to, kim są nasi rodzice, czy są starzy czy młodzi, bogaci lub biedni, nie wybieramy ich, więc powinniśmy okazywać im szacunek.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->