Moja teściowa jakimś dziwnym sposobem zdecydowała, że ​​może wtrącać się w sprawy naszej rodziny, zarządzać naszymi finansami i prosić swojego syna o drogie prezenty. A mój mąż zaczął robić wszystko, co mu każe matka. Teraz ja chcę rozwodu, bo jestem zła, że ​​nikt w rodzinie mnie nie słucha.

Dopóki moja teściowa mieszkała w innym mieście i opiekowała się swoją matką, moje życie z Krzyśkiem było cudowne. Żyliśmy w miłości i pełnym zrozumieniu. Mój mąż zawsze słuchał mojego zdania, dawał mi kwiaty, dbał o to, żebym była szczęśliwa. Kiedy ja sama oszczędzałam na sobie, brał mnie za rękę i prowadził do drogich sklepów, żebym mogła sobie coś wybrać. Krzysiek był najlepszym człowiekiem, jakiego zdarzyło mi się spotkać w życiu.

Teściowa mieszkała 500 kilometrów od nas, bo opiekowała się swoją matką. Byliśmy tam chyba ze cztery razy, zawieźliśmy prezenty dla babci i dla teściowej. Ale ostatnio babcia Hela zmarła, więc matka mojego męża wróciła do domu. Nasze miasteczko jest małe, więc codziennie mogła nas odwiedzać, bo mieszkamy w odległości 15 minut spacerem. Tak też robiła.

Odkąd wróciła do domu, nie było dnia, żeby teściowa się u nas nie zjawiła. Każdy wieczór spędzaliśmy we troje, popijając herbatę. Wyglądało na to, że spokojne popołudnia z mężem i romantyczne kolacje bezpowrotnie minęły. Ale nie wiedziałam, że to dopiero początek…

Zwykle wracałam z pracy godzinę wcześniej niż Krzysiek, a jego mama już czekała na mnie pod drzwiami. Tego dnia wszystko było jak zawsze. Wróciłam do domu wykończona po pracy, chciałam położyć się na kanapie, włączyć jakiś program w telewizji, ale teściowa czekała już na mnie na podwórku. Byłam zła, ale równocześnie zdawałam sobie sprawę, że ona po prostu nie ma z kim porozmawiać. Mąż już dawno od niej odszedł, syna ma jednego… No to weszłyśmy do mieszkania, postawiłam czajnik na gazie, zaczęłam robić herbatę. Teściowa coś do mnie mówiła, ale mój mózg był tak przeciążony, że ledwo mogłam rozróżnić pojedyncze słowa.

Potem rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam je, a w progu stał mój mąż z dużym bukietem róż.

– Moje ulubione kwiaty! Dziękuję, kochanie! – humor natychmiast mi się poprawił, a zmęczenie zniknęło. Pocałowałam Krzyśka i weszliśmy razem do kuchni.

Na twarzy teściowej pojawił się grymas dezaprobaty. Od tego dnia zaczęło się jej niezrozumiałe zachowanie i dziwne uwagi.

– Po co wydawać tyle pieniędzy na kwiaty, które zaraz zwiędną? Uszczęśliwiłeś żonę, to ładnie, ale to szczęście jutro przeminie, a wydanych pieniędzy nikt ci nie zwróci, – skomentowała. Krzysiek milczał, chyba nie chciał się kłócić.

Kilka dni później teściowa zobaczyła metkę z sukienki, którą kupił mi mąż, kiedy szliśmy na wesele do przyjaciół. Tak, cena nie była niska, ale ubranie było bardzo dobrej jakości.

Wtedy znowu zrobiła Krzyśkowi awanturę, że lekkomyślnie wydaje tak dużo pieniędzy. A on, o dziwo, zaczął słuchać matki. Przestał dawać mi kwiaty i zapraszać do restauracji.

– Lepiej byś mi kupił nowe żelazko, – powiedziała teściowa do swojego syna. – Jestem twoją matką, urodziłam cię, wychowałam, więc możesz mi się tak odwdzięczyć.

Mój mąż jej słuchał, a ja nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. To tak to ma wyglądać? Chyba ludzie dają prezenty, kiedy sami chcą, a nie kiedy się ich o to prosi?

Wiele razy próbowałam porozmawiać z Krzyśkiem, że jego mama za bardzo wtrąca się w nasze życie i że nie powinna tego robić. Nie słuchał mnie… Nasze relacje się pogorszyły, a ja teraz myślę już nawet o rozwodzie, bo moje słowo nic dla męża nie znaczy.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->