Moje dzieci wyrzucają mnie z własnego domu i chcą mi zabrać mój biznes

Tak się złożyło, że w wieku 65 lat zostałem wdowcem. Moja żona nagle zmarła, co było dla nas wszystkich dużym szokiem. Strasznie kochałem moją Bogusię, a teraz życie się dla mnie zatrzymało. Nie wychodziłem z domu przez kilka dni, oglądałem zdjęcia i tęskniłem za moją ukochaną żoną. Ale z biegiem czasu zdałem sobie sprawę, że to nie pomaga, a raczej tylko pogarsza mój stan. Bogusia zdecydowanie nie chciałaby, żeby ktokolwiek cierpiał z jej powodu. Wziąłem się w garść.

Kiedy pracowałem jako inżynier w dużej państwowej firmie, otrzymałem spore służbowe mieszkanie w centrum miasta. Miejsca wystarczyło dla wszystkich – dla nas z żoną i dla trójki naszych dzieci. Mieszkaliśmy tam ponad 30 lat. Dzieci dorosły, założyły własne rodziny i się wyprowadziły, a my zostaliśmy sami. Wszystko było super – nadal pracowaliśmy, wieczorami chodziliśmy na spacery albo przychodzili do nas znajomi czy krewni. Żyliśmy sobie spokojnie.

Ale po śmierci żony wszystko się zmieniło. Pomyślałem, że może chociaż dzieci mnie wesprą, ale oni byli zajęci swoimi sprawami. Żeby się czymś zająć, postanowiłem założyć własny biznes – całkiem dobrze potrafię szyć ubrania. Już w młodości chodziłem na kursy krawieckie i chociaż wszyscy się ze mnie śmiali, to jednak nauczyłem się dobrze szyć, mimo że studiowałem inżynierię i pracowałem w wyuczonym zawodzie. A teraz postanowiłem wrócić do tego, co kiedyś sprawiało mi przyjemność. Z racji tego, że nie miałem żadnych oszczędności, planowałem sprzedać moje duże mieszkanie. Nie potrzebuję teraz aż tyle miejsca. Pomyślałem, że kupię sobie kawalerkę, a jeszcze mi zostanie na wynajem lokalu i zakup materiałów. Tak też zrobiłem.

Moje dzieci były temu przeciwne i za wszelką cenę próbowały mnie zniechęcić. Ale nie słuchałem ich i robiłem to, co uważałem za stosowne. I wiecie co? Udało mi się otworzyć własne małe studio i zatrudnić jeszcze dwie krawcowe. Wszystko szło dobrze – w ciągu roku biznes zaczął przynosić dobre dochody. I w tym momencie moje dzieci zrobiły się bardziej aktywne – uznały, że jestem za stary na biznes i powinienem im wszystko oddać. Równocześnie zaproponowały, żebym sprzedał to moje nowe mieszkanie i przeprowadził się na wieś. Uznały, że przyda mi się praca w ogródku i spokojna wioska, bo na inne rzeczy jestem już za stary.

I nie tylko podrzucali mi takie pomysły, ale już na poważnie podeszli do poszukiwania domu na wsi i kupców na moje mieszkanie. Byłem w szoku – nie spodziewałem się czegoś takiego po własnych dzieciach. Przecież nie proszę ich o pomoc ani o pieniądze – sam się utrzymuję, kupuję prezenty wnukom. Więc o co im w ogóle chodzi?

Poza tym nie podobało im się, że poznałem pewną kobietę. Ale przecież minęło już kilka lat od śmierci mojej żony. Byli tym po prostu oburzeni i nazwali mnie zdrajcą. Myślę, że to jest główna rzecz, która kierowała ich postępowaniem. Rozumiem, że są obrażeni, ale każde z nich ma swoją rodzinę i pamiętają o mnie tylko od święta. Mieszkam sam, nie mam do kogo ust otworzyć, porozmawiać o czymś czy pójść na spacer.

Teraz jestem w rozterce – nie chcę się kłócić z dziećmi, ale nie chcę też wykonywać ich poleceń. Jestem normalnym człowiekiem z własnymi myślami i pragnieniami, a już na pewno nie chcę wyjeżdżać na wieś i żyć tam do końca swoich dni. Co mam robić? Czy powinienem posłuchać dzieci?

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->