W najtrudniejszym momencie mojego życia dowiedziałam się czegoś niewyobrażalnego. Kobieta, której kiedyś pomogłam, zostawiła mi mieszkanie.

Moja mama samotnie wychowywała mnie i brata, bo nasz ojciec bardziej od nas kochał butelkę. Opuścił rodzinę, gdy byliśmy jeszcze mali. Życie na wsi bez mężczyzny było bardzo trudne, były takie czasy, kiedy nawet nie mieliśmy co jeść. Już wtedy stanowczo postanowiłam, że będę się uczyła, żeby wyjść z nędzy.

Zaraz po szkole poszłam na studia, zamieszkałam w akademiku i tam poznałam pewną kobietę, która pracowała na portierni. Była wyjątkowa, w niczym nie przypominała swoich współpracowników, można ją było pomylić z pracownikami uczelni – ze względu na zachowanie i nienaganny ubiór. Mówiliśmy na nią Pani Oliwka. Kiedy lepiej ją poznałam, okazała się bardzo ciekawą rozmówczynią.

Pani Oliwka nie miała dzieci, a jej mąż kilka lat wcześniej zostawił ją dla innej kobiety. Nie mogłam się doczekać kolejnych spotkań z tą uroczą kobietą, od której czerpałam niezwykłą mądrość życiową, ale raz Pani Oliwka nie przyszła do pracy. Pytałam jej kolegów co się stało, ale oni nic nie wiedzieli. Kiedy dostałam adres kobiety, poszłam sprawdzić czy wszystko jest w porządku.

Drzwi do jej mieszkania były zamknięte, okazało się, że Pani Oliwka nie mogła się podnieść z łóżka. Nie mogłam się dostać do środka, więc wezwałam pomoc, lekarze, którzy przyjechali, powiedzieli mi później, że przyjechałam w ostatnim momencie i nazwali mnie aniołem stróżem.

Kiedy Pani Oliwka wróciła do siebie, zapytałam ją dlaczego pracuje w akademiku za marne grosze, skoro tak bogato żyje. Odpowiedziała mi, że dzięki pracy i interakcji z nami czuje się mniej samotna i że naprawdę nie potrzebuje tyle pieniędzy. Ma wielu krewnych mieszkających w Niemczech, a mąż zostawił jej sporą fortunę.

Pani Oliwka miała wówczas około 60 lat, ale wyglądała znacznie młodziej, potem nasze drogi się rozeszły, ale wymieniłyśmy się adresami i numerami telefonów domowych, bo nie było wtedy jeszcze komórek. Po studiach wyszłam za mąż i urodziłam dwoje dzieci. Byłam rozdarta między domem, pracą, dziećmi i matką, która została na wsi. Razem z mężem nie mieliśmy własnego mieszkania, wynajmowaliśmy małe lokum w mieście, ogólnie nie byliśmy szczęśliwi. Mój mąż miał za nic naszą rodzinę, po 10 latach wspólnego życia zostawił nas, bo jakaś inna kobieta spodziewała się jego dziecka.

Nie miałam wyjścia, musiałam wrócić na wieś do matki. Mój syn miał wtedy 9 lat, a córka 6, nie mogłam pracować na pełny etat. Jedyną opcją pogodzenia opieki nad dziećmi z pracą było zarabianie w nocy w nocy. Na szczęście moja mama zaoferowała pomoc w opiece nad dziećmi. Żal mi było zostawiać dzieci, ale nie miałam innego wyjścia, musiałam zapewnić nam utrzymanie.

Rok po odejściu męża, wyjechałam do pracy do Anglii. Miałam ogromne szczęście, że natychmiast znalazłam tam pracę i mogłam wysyłać pieniądze swoim dzieciom. Poznałam tam też Rafała, też pochodził z Polski, ale zamieszkał w Londynie jako mały chłopczyk, kiedy jego rodzice wyjechali za pracą wiele lat temu.

Podobnie jak ja, był rozwiedziony. Na początku tylko się spotykaliśmy, a potem zamieszkaliśmy razem. Bardzo dobrze się między nami układało do czasu kiedy postanowiłam sprowadzić do Londynu moją córkę. Syn został z moją mamą na wsi, a córka zamieszkała z nami. Zapisałam ją do miejscowej szkoły, bardzo szybko nauczyła się języka i dobrze sobie radziła. Jednak Rafał nie był zachwycony jej obecnością, twierdził, że zakłóca nasze szczęście.

Pewnego dnia kazał mi wybierać między nim a córką. Bez wahania dokonałam wyboru i wraz z córką wynajęłyśmy pokój. Wówczas wyzwaniem stało się dla mnie utrzymanie siebie i córki w Londynie i praktycznie przestałam wysyłać pieniądze matce i synowi, ale na szczęście sporo odłożyli wcześniej.
Ostatnio zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że czeka na mnie jakiś list z sądu i muszę koniecznie przyjechać i zobaczyć te dokumenty.

Byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że Pani Oliwka, której nie widziałam od ponad 20 lat, przepisała na mnie swoje luksusowe 3-pokojowe mieszkanie w centrum miasta. Kobieta zmarła niedawno, ale zostawiła mi kartkę, w której przekazała, że nie zapomniała, jak ją kiedyś uratowała. Teraz wiem bardziej niż kiedykolwiek, że dobro, które czynimy, wróci do nas po stokroć. Mimo że życie nie było dla mnie łatwe, jestem przekonana, że teraz ja i moje dzieci damy sobie radę.

Wiele osób dzieli się z nami swoimi historiami, aby dowiedzieć się, co inni o tym myślą. Jeśli masz swoją opinię lub sugestię dotyczącą tej historii, proszę napisz ją w komentarzach na Facebooku.    

-->